„KALEJDOSKOP”
Informator Kulturalny i Turystyczny Łodzi i Województwa Łódzkiego
Marzec Nr 3/2003
„Obrazy łagodne”
Nie przypadkiem w muzeach lub galeriach spotyka się mniej lub bardziej wygodne ławki lub zgoła kanapy przeznaczone dla tych, którzy się zmęczyli. Zbyt długim chodzeniem wśród korytarzy i dzieł sztuki albo tym, co na zewnątrz: zimnem, złą pogodą, monotonnym życiem, hałasem, brzydotą. I chcą usiąść i pomyśleć chwilę. Albo mieć, zatrzymać przed oczami obraz na dłużej, obejrzeć go dokładnie, niespiesznie.
Wystawa w Galerii Manhattan, Instalacja Nataszy Eichelkraut – Galimskiej, z muzyką Arkadiusza Sawickiego, zasługuje na długie oglądanie, tak jak jakieś wielopostaciowe, skomplikowane płótno historyczne, obok którego nie da się przesunąć w kolejce drepczących widzów. Instalacja rozbita jest na kilka części. Jedne powieszone są wysoko, inne dookoła, inne po środku, a jedna największa rozpościera się na honorowym miejscu i szemrze po cichu (przynajmniej tak się wydaje). Mówiąc wprost, są to duże, prostokątne obrazy, które mają światło w środku, dosłownie ocieplają je i rozświetlają od wewnątrz lampy, jakie widuje się u fotografów, na planie filmowym. Płaszczyzny przypominają chybotliwe wzory spotykane rzadko i w niektórych miejscach w mieście, na każdym kroku poza nim. Tam, gdzie jest cicho, dużo powietrza i przestrzeni. Kształty, jakie przybiera woda w strumieniu, kolory w marmurze, na kamieniach, żyłki i plamki na liściach, ale jesiennych, bardzo mało zielonych. Takie abstrakcje widuje się też w bursztynach i na skrzydłach motyla. Jedną rzecz, tę największą część instalacji spotyka się w górach, które przecinają wodospady skaczące, zsuwające się w dół po skałach jak schody. Ta jest również rozświetlona od wewnątrz, ale światło przybrało tu kształt pulsującej wody, taka sztuka magiczna, której efekt – podkreślony muzyką ... Muzyką Sawickiego, która nie składa się z melodii, a z pejzaży, takich ... plam, plum, plusk i niskich tonów, postukiwań o krawędź bębna.
Maciej Cholewiński
