Jest utalentowana, piękna, uśmiechnięta, pełna życia. Natasza Eichelkraut-Galimska robi to, o czym marzyła od dziecka. Nie ustępuje losowi. I choć wyznaje, że czasem grunt usuwa się spod nóg, natychmiast dodaje: - ale to nie znaczy, że nie można iść dalej.
Skończyła malarstwo u profesora Ryszarda Hungera oraz fotografię reklamową u profesora Grzegorza Przyborka w łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, jest scenografem filmowym (m.in. "Francuski numer", "Lawstorant", "Poniedziałek"), ma na koncie oprawę plastyczną do spektakli Teatrów TV.
- Malarstwo to dla mnie doskonała forma opowieści o ludzkim istnieniu, to także możliwość swoistej gry ze śmiercią - pozwala ją oswajać, pokazując, że życie to nieustanny taniec z ni. - mówi Natasza.
Cykl jej dwunastu obrazów ma tytuł zapisany po łacinie: "Quo vadis cancer? Tempus fugit". Chciała, żeby było w tym coś z tajemnicy medycznych inskrypcji. Polskie tłumaczenie: "Dokąd zmierzasz raku? Czas ucieka" wyjaśnia wszystko... Na płótnach czerwień jest pulsującym życiem i przejmującą, czasem przeraźliwą walką o nie. To ból i nadzieja.
- Moje obrazy mają materialną cielesność - komentuje artystka. - Faktura wzbogacona sznurkiem jest ciałem z założonymi szwami. Łącząc naturalne włosy ze spoiwem malarskim próbuję spotęgować wrażenie niemal namacalnej ludzkiej istoty okaleczonej chorobą. Strugi czerwonej farby zamknięte w ramach obrazu są krwią, symbolem życia i śmierci. Chcę opowiedzieć o walce ze śmiercią w imię życia.
Natasza ma prawie 20 lat doświadczeń w tych bojach. Pierwsze sukcesy terapeutyczne wiązały się z Wiedniem. Dlatego po latach postanowiła po raz pierwszy pokazać swoje prace malarskie właśnie w Austrii. Przedstawiła swój dorobek artystyczny AKH-galerie współpracującej z Künstlerhaus Wien (m.in. dokumentację wystawy, która miała miejsce w Łodzi w Galerii Manhattan - intrygującej Instalacji opatrzonej muzyką Arkadiusza Sawickiego). Została zaproszona, a wernisaż wystawy będzie w przyszłym tygodniu. To akurat trudny moment w jej zmaganiach z chorobą, ale już w czwartek wyrusza, aby przygotować ekspozycję. Oprócz cyklu obrazów (tryptyk zajmie przestrzeń 1,7 m na 4,70 m, a inne prace mają blisko dwa na dwa metry) przedstawi też swoje wielkoformatowe odrealnione fotografie pokazujące "Magiczne życie natury". Prace te powstawały przez pięć lat, podczas kilkumiesięcznych podróży za koło podbiegunowe.
- Nic mnie w życiu nie ominęło - mówi Nati. - Mam męża i syna, spełniam się w pracy twórczej. A choroba? Czasem myślę, że to w moim życiu taki przecinek, a może wykrzyknik albo znak zapytania...
Renata Sas / » www.teatry.art.pl
8 stycznia 2007